Logo ee
PL / EN
Zatrudnij nas!

Jak zostałam front-end developerem w eEngine Software House

eEngine Software House
Jak zostałam front-end developerem w eEngine Software House

Cześć! Jestem Ania, ale przyjaciele mówią mi Asz. Chciałabym dziś opowiedzieć Ci moją historię, z której dowiesz się, jak od stażysty w eEngine zostać front-end developerem. Mam nadzieję, że zainspiruję Cię do tego samego.

Pewnego wieczoru zadzwonił do mnie mój chłopak, żeby opowiedzieć o pierwszych dniach praktyk w eEngine.

Mają tam dział front-end developerów. Spodobałoby ci się, to co robią.

Rzucił na koniec swojej relacji, a ja zaczęłam zastanawiać się nad tym, co powiedział. 

Front-end developer? A co to?

Z pomocą przyszedł wujek Google. Przez noc przerobiłam cały kurs HTML-a, jednocześnie pochłaniając tyle informacji na ten temat, ile był w stanie przyswoić mój mózg. I się zaczęło…

Moje początki z front-endem

Mimo, że zaledwie dwa tygodnie temu skończyłam studia związane z matematyką i statystyką postanowiłam nie iść dalej w tym kierunku, a spróbować z frontem. Po dwóch miesiącach nauki uznałam, że czas przekonać się jak praca w tym obszarze wygląda w rzeczywistości. Dostałam się na pierwszy staż, który jednak nie spełniał moich oczekiwań.

Pół roku po rozpoczęciu nauki potrafiłam poruszać się tylko w dwóch technologiach – HTML i CSS. Nie byłam zadowolona z poziomu swoich umiejętności. Nie czułam, że się rozwijam, pomimo pracy na pół etatu we front-endzie i jednoczesnym studiowaniu informatyki. Któregoś dnia, siedząc w swoim pokoju, spojrzałam na laptopa, którego pół roku wcześniej mój chłopak, w nagłym przypływie radości, obkleił naklejkami firmowymi eEngine…

Popatrzyłam… Popatrzyłam…

A w sumie… dlaczego nie?

Do odważnych świat należy!

Wyszukanie frazy „eEngine rekrutacja” doprowadziło mnie do artykułu Maćka o procesie rekrutacyjnym. Wzięłam sobie wszystkie uwagi do serca i napisałam spontanicznego, szczerego maila z lekką dawką humoru. Został on ciepło przyjęty i niedługo później zaproszono mnie na rozmowę do siedziby firmy.

Samo spotkanie rekrutacyjne wspominam bardzo miło. Pamiętam, że pierwsze na co zwróciłam uwagę to natychmiastowe przejście „na Ty”. W mailu rekrutacyjnym wspomniałam, że co prawda na imię mam Ania, to dla przyjaciół od zawsze byłam Asz. I w taki sposób zwracano się do mnie od samego początku, co nie ukrywam, bardzo pozytywnie nastawiło mnie do ewentualnej współpracy. Rozmowa rekrutacyjna przebiegała w przyjaznej i luźnej atmosferze. Wyszłam ze spotkania w bardzo dobrym humorze z nadzieją, że będę mogła stać się częścią tego, co zobaczyłam.

Kolejnym etapem rekrutacji była analiza mojego repozytorium kodu. Dostałam informację zwrotną od Szymona, który docenił mocne strony mojego programowania, a także podzielił się ze mną informacjami na temat tego, jakie błędy popełniam i co mogłabym poprawić. Dla mnie, jako samouka, były to bardzo cenne spostrzeżenia. Zabrzmiało jakbym słodziła, ale taka jest prawda :). Sama nie byłam w stanie na tamtym etapie wyłapać, co robiłam źle albo co było złą praktyką. W codziennej pracy code review ma dla mnie ogromne znaczenie. Opowiem Ci o tym później.

Zostałam przyjęta!

Udało się! Zostałam przyjęta na miesiąc stażu z możliwością dalszej współpracy!

Pierwszy dzień był dniem wprowadzającym – pokazano mi firmę i przedstawiono wszystkich pracowników. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z programem onboardingowym, czyli zestawem zadań, które miały mnie wdrożyć w narzędzia i zasady panujące w eEngine. Chciałabym wspomnieć także o Podręczniku Dev Knighta – lektura dokumentu była jedną z form wprowadzenia mnie do firmy. Znałam go co prawda wcześniej, bo stanowił podstawę przygotowania do rozmowy rekrutacyjnej, ale z przyjemnością odświeżyłam go sobie i zweryfikowałam z tym, co wiedziałam pierwszego dnia.

Tuż po wprowadzeniu otrzymałam pierwsze zadanie – wprowadzenie dość prostych poprawek w jednym z projektów, który miał niedługo trafić na produkcję. Pamiętam, że pomimo tego, że mój wkład był niewielki, to kiedy strona została wdrożona dostałam podziękowania za pomoc. Niby niewiele, a w pamięci zostało.

Pozytywnie zaskoczyło mnie także to, że od samego początku miałam duże wsparcie i pomoc ze strony kolegów. Podziwiałam ich cierpliwość w tłumaczeniu mi wszystkich oczywistości :) Taka atmosfera motywuje do rozwoju. Dobrze wiedzieć, że kiedy coś nie wychodzi, są osoby, które przysiądą i cierpliwie wyjaśnią wszystko od podstaw. Kieruję moje słowa do wszystkich, jednak szczególnie chcę podziękować za pomoc Adamowi, Szymonowi i Bartkowi – chłopaki, że Wy tak cierpliwie znosicie jak Wam truję… :). Może się wydawać, że takie podejście rozleniwia, a paradoksalnie, w moim przypadku, bardzo przyspieszyło naukę.

W eEngine miałam też czas na naukę i podnoszenie poziomu swoich umiejętności. Kiedy kończyłam realizację wszystkich zadań, to miałam możliwość, żeby zdobywać kolejne kompetencje. Każdy z nas otrzymuje dostęp do kursów Codeschool i Udemy. Gdybyśmy jednak potrzebowali dodatkowych materiałów wystarczy zgłosić się do swojego Tech Leadera. Podoba mi się także to, że jeśli potrzebuję więcej czasu, aby zapoznać się z dokumentacją projektu czy nowym narzędziem, to taki czas otrzymuję.

Pierwsze poważne projekty!

Minął pierwszy miesiąc, a ja dostałam propozycję dłuższej współpracy i możliwość awansu ze stażysty na juniora. Niedługo później zostałam zaproszona na pierwszy standup, czyli spotkanie projektowe. Wdrożono mnie w nowy projekt, który właśnie rozpoczynaliśmy wdrażać., Moim pierwszym zadaniem było zrobienie wyceny frontu tej strony i wybór technologii, w których miałam kodować. To był dla mnie ważny moment w firmie, bo w zasadzie pierwszy raz, odkąd zaczęłam pracować (w którejkolwiek z firm, a w kilku byłam), poczułam, że nie jestem małym elementem w trybikach maszyny, który przychodzi, robi swoje i wychodzi. Czułam, że stanowię część Zespołu.

Pomimo małego doświadczenia i wiedzy, otrzymałam możliwość wpłynięcia na sposób realizacji projektu. To cenne doświadczenie wpłynęło na moje spojrzenie na pracę. Zaskoczyło mnie także to, że po miesiącu pracy, a tuż po zakończeniu stażu, dostałam do zrobienia cały front w ważnym dla eEngine wdrożeniu. Z wrażenia chciałam schować się pod biurko i nie wychodzić aż do uruchomienia projektu na produkcji. Ale dałam radę :) !

Z tego projektu wyciągnęłam następujące wnioski:

  • jak nie komplikować sobie życia pisząc skomplikowany CSS;
  • porządek w dużym projekcie to podstawa;
  • GIT i Trello nie są po to, żeby utrudnić życie;
  • Haml tylko tak strasznie wygląda, ale w rzeczywistości ułatwia pracę.

Uff.

Dalej już było tylko łatwiej. Do kolejnych projektów podchodziłam już rozsądniej, z przemyśleniem swojej pracy, krok po kroku. Przydaje mi się sposób patrzenia na projekt jaki prezentują metodologie BEM i Atomic Design. Dzięki nim widzę go jako zbiór komponentów do wielokrotnego wykorzystania. Zawsze zastanawiam się, jak mogę napisać dany element, aby bez komplikowania kodu móc go wykorzystać ponownie.

Code review to podstawa mojego rozwoju

Dla mnie ważnym akceleratorem mojego rozwoju jest… code review. Tak, to co tak strasznie wygląda, kiedy inny developer bierze mój kod i zaczyna się nad nim pastwić. To znaczy przeglądać. I pokazywać mi palcem, co można zrobić lepiej. A co jest napisane bardzo dobrze. Grunt to równowaga i konstruktywna krytyka :) . A po takim code review mam poczucie, że ktoś podrzucił mi ściągę do tego, jak lepiej programować. Albo, żeby się twórczo pokłócić, że to jednak jest dobrze. Chociaż to drugie rzadziej.

Już prawie na koniec wspomnę o tym, jak dzisiaj widzę pracę w eEngine. Dostaję tutaj duże pole do samodzielności. Zakres moich zadań ciągle się rozszerza – o ile na początku robiłam poprawki w WordPressie, potem cięłam PSD do HTML i CSS, tak z czasem przyszły zadania z JavaScriptu (polecam próbować robić niestandardowe rzeczy z chart.js, niezapomniane wrażenia – melisa potrzebna w ilości hurtowej). Ostatnio nawet zdarza mi się pracować w React.js czy pisać skrypty optymalizujące (jak do tej pory było to dla mnie największe wyzwanie, tym większą czuję dumę, że się udało). Cieszę się, że cały czas robię postępy i spotykam się z większym zaufaniem do moich umiejętności, niż ja sama mam do siebie…

I na sam koniec dodam jedną rzecz, którą nieco bardziej wnikliwy obserwator zauważy. Od kiedy przyszłam do firmy wraz z początkiem marca 2017 roku, jestem tutaj jedyną kobietą programistką. Zastanawia mnie skąd tak duża dysproporcja. Przecież programowanie nie gryzie :) . W każdym razie byłoby mi raźniej z koleżanką „po fachu”. Przycisk do aplikacji jest o tu, po prawej.

A jak chcesz poznać nas lepiej to przejdź do sekcji rekrutacyjnej na naszej stronie internetowej. 

Mogą cię zainteresować
Jak możemy Ci pomóc?
W ciągu 48 h
skontaktujemy się z Tobą!